LNG z USA – cena to nie wszystko

Gaz łupkowy z USA może wpłynąć na pozycję Polski w negocjacjach gazowych z Rosją. Może stać się wolumenem interwencyjnym na wypadek zakręcenia kurka z gazem. Prawdziwy potencjał dywersyfikacji leży jednak w infrastrukturze naziemnej i nowych źródłach gazu w regionach kaspijskim i śródziemnomorskim.

Bezpieczeństwo energetyczne Polski to od prawie ćwierćwiecza palący problem. Rewolucja łupkowa zapoczątkowana w Stanach Zjednoczonych daje szansę, choćby częściowo, ten problem rozwiązać i zmienić globalny układ sił gospodarczych. Jednak, by tego dokonać, niezbędne są działania na rzecz rozwoju infrastruktury gazowej oraz poszukiwania nowych dostawców.

Początki badań nad pozyskaniem gazu z łupków datuje się na II połowę ubiegłego wieku. Przełom w tej materii nastąpił około roku 2005, kiedy to na terenie Stanów Zjednoczonych rozpoczęło się zjawisko zwane „łupkową rewolucją” (por. Wykres 1).

W ciągu zaledwie kilku lat kraj ten stał się największym producentem gazu ziemnego na świecie, wyprzedzając w 2013 roku Rosję  (por. Wykres 2), wkrótce ma szansę na prymat w wydobyciu ropy naftowej, a wszystko to dzięki złożom niekonwencjonalnym. Czy jednak amerykańskie surowce są w stanie zmienić status quo w Europie i dominację wschodniego sąsiada?

Amerykanie, zachęceni rozkwitem eksploatacji gazu łupkowego planują rozbudowę infrastruktury niezbędnej do eksportu LNG na rynki światowe. Na mocy poprawki do 201. sekcji Ustawy o Polityce Energetycznej z 1992 roku Departament Energii USA musi każdorazowo wydać pozwolenie na eksport surowców, w tym gazu skroplonego, poza granice kraju.

Inne pozwolenia wydawane są na sprzedaż surowców do krajów posiadających, a inne do nieposiadających umowy o wolnym handlu z Stanami. Federalna Komisja ds. Regulacji Energetyki (Federal Energy Regulatory Comission– FERC) otrzymała  propozycje budowy 13 terminali eksportowych. Dwa z nich miałyby powstać na Zachodnim Wybrzeżu, dwa na wschodzie, a pozostałe w Zatoce Meksykańskiej.

Według stanu na 5 marca 2014 roku zgodę na eksport surowca poza kraje, które podpisały umowę o wolnym handlu ze Stanami, otrzymały:

  • Sabine Pass Liquefaction,
  • Freeport LNG,
  • Lake Charles Exports,
  • Dominion Cove Point LNG,
  • Cameron LNG,

jednak większość w ramach istniejącej już infrastruktury importowej.

Pierwszy z wymienionych, ale i pierwszy w ogóle terminal eksportowy (w części kontynentalnej Stanów), położony na granicy Teksasu i Luizjany, otrzymał już zgodę na budowę niezbędnej infrastruktury. Dwa z czterech planowanych ośrodków skraplania gazu mają zostać uruchomione między 2014 a 2015 rokiem. Każdy osiągnie przepustowość 4,5 mln ton LNG rocznie. CheniereEnergy, będący operatorem projektu, zakontraktował już umowy gazowe na 16 mln ton rocznie z firmami:

  • BG (Wielka Brytania),
  • Gas Natural Fenosa (Hiszpania),
  • KOGAS (Korea Płd.),
  • Gail (Indie).

W kolejce po zgodę Departamentu Energii czeka jeszcze 30 projektów. Wszystkie aplikacje uwzględniają wolumen 35,86 mld stóp sześc./dzień (1,02 mld metrów sześc./dzień) , czyli  ok. 370 mld metrów sześc. rocznie.

Barierą blokującą liberalizację eksportu LNG z USA na rynki światowe jest strach przedstawicieli przemysłu i sektora chemicznego przed wzrostem cen gazu, spowodowanym spadkiem podaży na rynku krajowym. Jednak obawy te mogą zejść na drugi plan wobec coraz bardziej agresywnej polityki międzynarodowej prowadzonej przez Rosję, skutkującej aneksją Krymu i zagrożeniem dla innych krajów Europy Wschodniej.

Stany Zjednoczone, aby utrzymać swoją pozycję geopolityczną, wesprą Europę nie tylko militarnie, ale przede wszystkim ekonomicznie. Narzędziem ku temu może stać się właśnie skroplony gaz ziemny, jako alternatywa dla gazu rosyjskiego, od którego znaczna część Europy jest uzależniona. Może to skłonić Amerykanów do zaoferowania gazu w konkurencyjnej, w stosunku do rosyjskiej, cenie, jednak w oparciu o wycenę nierynkową, na zasadzie energetycznego lend and lease („pożyczaj i dzierżaw”).

Prognozy wpływu liberalizacji eksportu LNG na rynek amerykański i światowy zostały już opracowane przez naukowców. Firma NERA Economic Consulting przeprowadziła na zlecenie Cheniere Energy analizę wpływu eksportu LNG na gospodarkę Stanów Zjednoczonych, będącą uaktualnieniem  poprzedniego badania dla Biura Surowców Kopalnych przy Departamencie Energii z grudnia 2012 roku. Raport uwzględnił 63 scenariusze rozwoju sytuacji na rynku gazu w USA.

Z badań NERA wynika, iż gaz skroplony z USA będzie konkurencyjny w stosunku do innych ofert na światowych rynkach, a także, że jego cena nie będzie bazowała na indeksie ceny ropy naftowej, w przeciwieństwie do ceny gazu od tradycyjnych dostawców takich jak Katar. Analitycy podkreślają, że w razie zwiększenia eksportu LNG z innych państw, takich jak Rosja, czy Norwegia, amerykański gaz skroplony może być mniej konkurencyjny ze względu na odległość i mniejszą elastyczność cenową niż pochodzący od dostawców znajdujących się bliżej kluczowych rynków (Azja, Europa).

Ponadto możliwości eksportowe Stanów są ograniczone przez zdolności przesyłowe terminali, będące wielkością niezależną od cen gazu w krótkiej perspektywie czasowej. Natomiast w żadnym scenariuszu NERA w prognozowanym okresie eksport LNG nie skurczył się do zera i wahał między 6 a 12 mld stóp sześc./dzień/projekt.

Skutki makroekonomiczne dla USA w każdym z badanych przypadków są pozytywne i przynoszą korzyści gospodarcze. Analitycy podkreślają, że im większa skala liberalizacji, tym bardziej pozytywny ma wpływ. NERA proponuje także najbardziej optymalny, jej zdaniem,  model biznesowy zakładający, iż koszty transportu przez oceany mogą wziąć na siebie nabywcy LNG, którzy przejmowaliby prawa do ładunku po zatankowaniu gazu skroplonego na ich tankowiec.

Raport wykazał również pozytywną zależność między ilością wysłanego na zagraniczne rynki gazu skroplonego a wielkością PKB i procentową zmianą  wydatków na programy socjalne (por. Wykres 3)  oraz dochodów dla pracowników, firm i państwa (por. Wykres 4).

Co więcej z raportu NERA wynika, że przemysł, w tym sektor chemiczny, wbrew obawom, nie ucierpi na liberalizacji, a wręcz przeciwnie, gdyż prawdopodobnie spowoduje ona wzrost zatrudnienia (średnio 45 tysięcy miejsc pracy w latach 2013-2018). Raport może stać się przełomowy dla postrzegania eksportu LNG i jego skutków przez amerykańskich polityków, a co za tym idzie także dla światowej sytuacji geopolitycznej.

Z kolej prognozy dla rynku LNG w Europie pokazują, że jest on niewielki z ujemną tendencją, wynikającą z braku dostaw z nowych źródeł.  Jak informuje, działająca w 27 krajach świata, brytyjska firma BG, Stary Kontynent przyjął w 2013 roku jedynie 35 mln ton gazu skroplonego. To najniższy wynik w ostatniej dekadzie.

Nowym dostawcą LNG stanie się Australia, która zwiększy wolumen na rynku o 67 mln ton. Problem polega jednak na tym, że zapotrzebowanie na surowiec na świecie będzie rosło dwa razy szybciej niż produkcja – według BG Group o 5 % rocznie do roku 2025 . Wzrost zapotrzebowania na LNG, głównie w Azji, został wywołany zawieszeniem przez Japonię wykorzystywania energii atomowej po katastrofie w Fukushimie z marca 2011 roku, co wywindowało jego ceny na rynku azjatyckim. Według wyliczeń BrookingsInstitute cena LNG w Azji wynosi około $15/MMBtu a w Europie około $11/MMBtu. Jednakże po okresie skrajnego sceptycyzmu do atomu, Japończycy planują ponownie uruchomić część swoich siłowni jądrowych, obecnie modernizowanych. Może to spowodować odwrócenie relacji cenowych między Europą a Azją, czyniąc tą pierwszą bardziej atrakcyjnym rynkiem zbytu dla Ameryki. Realizacja tego scenariusza miałaby także znaczenie dla sytuacji geopolitycznej Europy.

Stary kontynent realizuje obecnie 34 % swojego zapotrzebowania na gaz ziemny za pomocą dostaw z Rosji. W 1990 roku było to 75 %, zatem postęp jest widoczny. Sytuacja wygląda jednak gorzej, jeżeli spojrzeć na poszczególne kraje.

Państwa Europy Środkowo-Wschodniej na czele z Grupą Wyszehradzką są w dużo większym stopniu zależne od importu rosyjskiego surowca (dla przykładu Polska w ok. 70 %), więc dla nich  atrakcyjność amerykańskiego LNG nie będzie wynikała z ceny, której trudno byłoby konkurować z ceną gazu przesyłanego rurociągami, lecz z korzyści geopolitycznych. Konkurencyjny, gdyż transportowany gazociągami, cenowo surowiec może pochodzić z regionu kaspijskiego (Azerbejdżan, Turkmenistan, Iran) lub śródziemnomorskiego  (złoża izraelskie i cypryjskie). Kontrakty z Amerykanami byłyby atrakcyjne dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej ze względu na swoją  elastyczność. Umowy bez indeksu ceny ropy naftowej, o których piszą specjaliści NERA, pozwalają na import LNG wtedy, gdy jest tańszy. Krótkoterminowość pozwala rezygnować z tego rodzaju dostaw, gdy klient uzna, że cena jest zbyt wysoka. Nawet małe ilości amerykańskiego gazu skroplonego mogą funkcjonować jako „wolumen interwencyjny”, na wypadek prób wykorzystania swojej pozycji przez Rosję.

Jednakże, aby możliwie jak najefektywniej skorzystać z takich dostaw, kraje Europy Środkowo-Wschodniej muszą rozbudować sieć infrastrukturę gazową, a szczególnie połączenia z siecią gazociągów zachodnioeuropejskich (tzw. interkonektory). Istotne jest także tworzenie kolejnych terminali LNG takich jak obiekty w Świnoujściu, Kłajpedzie na Litwie, czy na wyspie Krk w Chorwacji. Państwa regionu realizują już ten program w ramach koncepcji Korytarza Północ - Południe realizowanego pod kuratelą Komisji Europejskiej.

Dzięki rozbudowie sieci gazociągów dostawy LNG ze Stanów Zjednoczonych będą mogły być efektywnie rozprowadzane do obszarów o największym w danym momencie zapotrzebowaniu, np. wywołanym działaniami Rosji. Łatwość przesyłu gazu i wzajemnej pomocy pomiędzy krajami europejskimi byłaby także atutem podczas negocjacji kontraktów gazowych.

W przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej, co warto raz jeszcze pokreślić, cena nie jest najważniejszym kryterium, lecz bezpieczeństwo. W dalszej perspektywie rozwój rynku LNG w Europie wspierany m.in. przez gaz amerykański może doprowadzić do zakwestionowania dyktatu umów długoterminowych z indeksem ceny ropy naftowej preferowanych przez kraje tradycyjnie dostarczające surowiec na nasz kontynent.

Dzięki upłynnieniu rynku LNG, handel gazem ziemnym mógłby odbywać się przez giełdę towarową, a jego strategiczne znaczenie, a zatem możliwość wykorzystywania w polityce, zmalałby. Przeciwdziała temu Forum Krajów Eksportujących Gaz (GasExportingCountries Forum – GECF), do którego należą kraje takie jak Rosja, Iran, Norwegia i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jest to kartel na kształt naftowego OPEC-u, którego kraje członkowskie konsultują się w celu utrzymania wysokich cen gazu. Finał tej rywalizacji dopiero poznamy.

Rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych zmieniła wiele w światowym układzie sił gospodarczych, jednak nie jest wcale pewnym, iż Polska, jak cały kontynent, na tym skorzysta. Zależy to przede wszystkim od poczynań samych Amerykanów, tego, jak dużo będą eksportować i dokąd, a także globalnego popytu na surowce energetyczne.

Okazuje się, że sytuacja gospodarcza odległej Japonii może mieć decydujący wpływ na ceny gazu w naszym kraju. Jednak wiele zależy i od nas samych: czy uda nam się znaleźć nowych dostawców (Cypr, Izrael, Azerbejdżan), czy wybierzemy drogę lądową, czy morską, i w końcu, czy rozwiniemy własną infrastrukturę przesyłową gazu. Jest to szansa na dywersyfikacją dostaw surowca, uniezależnienie się, pod tym względem, od Rosji i może nawet urynkowienie cen gazu. Zakładając oczywiście, że terminal LNG w Świnoujściu w końcu powstanie.

Autor: Wojciech Jakóbik

redaktor naczelny biznesalert.pl, analityk Instytutu Jagiellońskiego

 

Źródła:

 

  1. www.eia.gov
  2. energy.gov
  3. www.ferc.gov
  4. breakingenergy.com
  5. www.nera.com
  6. www.deloitte.com
  7. www.upi.com
  8. www.brookings.edu
  9. www.gecf.org

 

 

Wróć do poprzedniej strony