Teksas: Jak spadek cen ropy wpłynie na gospodarkę stanową?

Teksas jest stanem, który produkuje najwięcej ropy naftowej w USA. Gdyby był osobnym państwem, byłby szóstym na świecie producentem ropy naftowej. Dlatego teraz, gdy ceny surowca spadły o blisko połowę w ciągu kilku miesięcy, budzą się obawy o wpływ tej sytuacji gospodarkę stanu i kondycję działających tu firm.

Podobna sytuacja miała miejsce dokładnie 30 lat temu, w 1985 roku. Cena ropy WTI (West Texas Intermediate) spadła wtedy o ponad 70% w ciągu kilku miesięcy, do 20 - 25 dolarów za baryłkę. Było to spowodowane napływem na rynki światowe dużej ilości surowca.  Spadek cen ropy spowodował - tak jak i obecnie -  zwolnienia w branży ropy i gazu, a dodatkowo upadek dużych banków regionalnych. W samym Teksasie kryzys branży naftowej odbił się negatywnie na rynku mieszkaniowym (wystąpiła duża nadpodaż lokali i domów),  co wywołało ostatecznie recesję całej gospodarki stanowej. Trwała ona do początku lat 90-tych.

Obecnie sytuacja rozwija się dość podobnie. Od czerwca 2014 r. do stycznia 2015 r. cena ropy spadła ze 107 dolarów za baryłkę do mniej niż 50 dolarów za baryłkę (czyli o ponad 50%). Podobnie jak w 1980 roku, spadkowi cen ropy towarzyszą zwolnienia pracowników przez gigantów energetycznych, takich jak Halliburton, Baker Huges i Schlumberger. Spada liczba wierceń na lądzie i morzu, anulowane są projekty wiertnicze na całym świecie.

Jest mało prawdopodobne, aby tym razem niskie ceny ropy wpędziły Teksas w głęboką recesję. Gospodarka stanu jest znacznie bardziej zróżnicowana, niż zależny od ropy naftowej Texas lat 80-tych. Ale nie znaczy to, że gospodarka wcale nie ucierpi. 

Szacuje się, że w 2015 r. wzrost liczby miejsc pracy wyniesie od 2% do 2,5%, w porównaniu z 3,6% wzrostu w 2014 r. Ceny ropy osłabią wzrost PKB stanu, a firmy wiertnicze ograniczą produkcję ropy lub zaczną likwidować odwierty. To zła wiadomość dla społeczności skupionych wokół największych pól naftowych - łupkowego Bakken i Eagle Ford - i w dużych miastach, takich jak Houston i Dallas. Obszary te są siedzibą wielu firm (nie tylko z branży ropy gazu), do tej pory nieźle prosperujących. Szczególnie silnie rozwijał się sektor budownictwa mieszkaniowego. Według raportu analityków z firmy Trulia (firma zajmująca się badaniem rynku mieszkaniowego), w siedmiu dużych metropoliach USA, gdzie miejsca pracy związane z branżą ropy i gazu stanowią co najmniej 2% całości zatrudnienia, ceny domów wzrosły w ostatnim roku o 10,5%. Dla innych metropolii wzrost ten był mniejszy i wynosił średnio 7,7%. 

Jeśli fala zwolnień w branży ropy i gazu będzie postępować, a cena ropy utrzyma się na obecnym, niskim poziomie, może to oznaczać kłopoty dla rynku mieszkaniowego. Ze spadkiem liczby dobrze płatnych miejsc pracy zmniejszy się popyt nowe domy, nie wspominając o zapotrzebowaniu na droższe nieruchomości. 

Badania prowadzone przez firmę Trulia od lat 80-tych wskazują, że rynek pracy reaguje na zmiany cen ropy z opóźnieniem około dwóch kwartałów. Rynek mieszkaniowy reaguje na znaczne zmiany cen ropy naftowej w ciągu mniej więcej dwóch lat. 

Te twierdzenia są póki co prawdziwe dla obecnej sytuacji: ceny ropy zacząły obniżać się w trzecim kwartale 2014 r., a pierwsze ogłoszenia o zwolnieniach zaczęły napływać w grudniu 2014 r. i na początku 2015 r.  Pytanie brzmi: czy historia powtórzy się też na rynku mieszkaniowym? Czas pokaże. Ale dla inwestorów to opóźnienie jest dobrą wiadomością, bo daje możliwość odpowiedniej reakcji.

23.01.2015 r.

źródło: nasdaq.com

abar

 

Wróć do poprzedniej strony