Nie odwracajmy się od łupków - komentarz Wojciecha Labudy

Choć wielu w Polsce spisało gaz z łupków na straty, to taka postawa wydaje się nieuzasadniona. Wciąż wiemy zbyt mało o naszych zasobach, by móc przesądzać  o braku perspektyw. komentarz Wojciecha Labudy dla serwisu biznesalert.pl

Era hurraoptymizmu w europejskiej branży łupkowej dawno minęła. Protesty społeczne, presja organizacji ekologicznych podsycana rublami ze Wschodu, nieprzyjazna polityka prawno-administracyjna czy wreszcie trudność w bezpośredniej implementacji amerykańskich technologii to tylko niektóre czynniki, które wygnały wielkie koncerny ze Starego Kontynentu. Dziś wiele porzuconych krajów, takich jak Litwa czy Rumunia, zaczyna dostrzegać, jak wiele straciło. Jednak w Polsce poszukiwania wciąż trwają i ważne, by się nie zakończyły. Niezrozumiałą jest w tej sytuacji polityka polskich władz, które, jak się zdaje, gaz łupkowy już skreśliły z listy swoich priorytetów.

Tzw. specustawa węglowodorowa, mająca wspierać proces eksploracji, której projekt ogłoszono przed kilkoma miesiącami, wciąż nie trafiła na obrady Sejmu. Także o zamówionym w połowie ubiegłego roku przez Ministerstwo Środowiska raporcie na temat potencjalnego wpływu wydobycia gazu z łupków na polską gospodarkę do 2030 r. nic nie słychać, mimo że ponoć jest już ukończony. Czyżby było w nim, coś niewygodnego dla urzędników? Wszak jedną z przyczyn wycofania się amerykańskich firm, takich jak Exxon Mobil, Marathon Oil czy Chevron, była właśnie niepewność prawno-administracyjna.

Należy mieć przy tym nadzieję, iż PGNiG i Orlen Upstream, będące wciąż motorem poszukiwań, z prowadzenia prac, dotychczas generujących jedynie koszty, nie zrezygnują. Dlaczego jednak jest to tak ważne?

Po pierwsze – wiedza

Z punktu widzenia państwa, czyli nas wszystkich, istotnym jest rozpoznanie posiadanych zasobów geologicznych. Pozwala to na realizację podstawowego zadania państwa, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa, w tym wypadku energetycznego. Zaprzestanie inwestycji w eksplorację formacji łupkowych spowodowałoby, że wielkość zasobów tego typu pozostałoby niezweryfikowaną hipotezą. Szacuje się, iż do określenia z dużym prawdopodobieństwem, czy gaz z łupków występuje w ilościach ekonomicznie istotnych, potrzeba ok. 200 odwiertów. Dotychczas wykonano ich jedynie 69.

Dziś wiemy już na przykład, że polskie łupki różnią się od amerykańskich na tyle, że bezpośrednia implementacja tamtejszych technik nie jest możliwa. Wysoka zawartość materiałów ilastych, pęczniejących wskutek kontaktu z wodą, używaną podczas szczelinowania hydraulicznego, znacznie utrudnia wydobycie gazu ze zwięzłej i prawie nieprzepuszczalnej skały. To tylko jeden z dowodów, że potrzebny jest czas na wypracowanie zarówno przez polskie firmy, jak i te zagraniczne, technik odpowiadających polskim warunkom. Po wielu komplikacjach w pierwszych odwiertach PGNiG obecnie może śmielej prowadzić poszukiwania. Także wiele ośrodków naukowych, wspieranych w ramach programu Blue Gas ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, dopiero teraz rozpoczyna badania.

Trzeba być świadomym, że w Stanach Zjednoczonych, zanim wypracowano właściwe rozwiązania, pozwalające na komercyjną eksploatację gazu z formacji łupkowych, minęło 20 lat. Być może techniki takie jak szczelinowanie z użyciem LPG czy ciekłego CO2, dziś będące niszowymi, w przyszłości znajdą zastosowanie w basenie bałtyckim i lubelskim. Zarzucenie projektu łupkowego mogłoby skutkować utratą cennych doświadczeń, które niejednokrotnie wykorzystuje się w branżach pokrewnych.

Po drugie – ceny gazu

Dziś ceny ropy notują tak niskie i dawno nie spotykane poziomy, iż wydawać by się mogło, że branża naftowa to nie jest coś, na czym można oprzeć swój sukces. Jednak nawet po dosyć pobieżnej analizie sytuacji, widać, że nie wszystko jest tak oczywiste. Inwestycje mniejszych podmiotów na rynku rzeczywiście są ograniczane, a pracownicy firm serwisowych zwalniani.

Z drugiej strony w branży naftowej projekty inwestycyjne planowane są w długim horyzoncie czasowym, więc przejściowy spadek cen czarnego złota, choć bardzo głęboki, dużego przełożenia na nie mieć nie może. Poszukiwania węglowodorów z formacji łupkowych w miejscach takich jak Chiny czy Argentyna trwają nieprzerwanie, a to ze względu na dużą skalę przedsięwzięć.

Drugim istotnym czynnikiem, który niejako „ratuje” sytuację w Europie są ceny gazu ziemnego. Pomimo łupkowej rewolucji w Stanach Zjednoczonych i spadku cen surowca na rynkach światowych, Stary Kontynent, uzależniony od rosyjskich dostaw, dzielnie opiera się globalnym trendom.

Dziś ceny błękitnego paliwa w Ameryce są mniej więcej 3-krotnie niższe niż w Europie. Nieracjonalnym zachowaniem ze strony inwestorów byłaby więc rezygnacja z tak dużej marży, nawet uwzględniając wyższe koszty odwiertów. Można więc przypuszczać, iż z czasem znajdą się chętni do eksploatacji zasobów gazu ziemnego w Polsce, czy to ze złóż w formach łupkowych, czy zaciśniętych piaskowców, czy też pokładów węgla.

Po trzecie – synergia

Przed kilkoma dniami Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy ogłosił wyniki badań nad innym rodzajem złóż niekonwencjonalnych – tzw. gazem ziemnym zamkniętym (tight gas). Instytut szacuje, że trzy obszary perspektywiczne w zachodniej i północnej Polsce zawierają ok. 153-200 mld m3 błękitnego surowca, który, wedle podanej hipotezy, jest technicznie wydobywalny. Jest to wielkość nieznacznie przewyższająca obecnie znane zasoby w złożach konwencjonalnych.

Złoża gazu zamkniętego w kontekście formacji łupkowych są o tyle istotne, że metoda eksploatacji jest podobna – w obu przypadkach stosuje się zabiegi szczelinowania hydraulicznego, przy czym w pierwszym przypadku jest to zazwyczaj proces łatwiejszy i mniej wymagający technicznie. Eksploracja, a później i eksploatacja gazu uwięzionego w piaskowcach może być czynnikiem generującym zainteresowanie łupkami, choć przede wszystkim „podtrzymującym przy życiu” niewielkich inwestorów.

Podobną rolę pełnić mogą również złoża konwencjonalne, przynoszące stosunkowo niewielkie acz stabilne zyski. Przykładem może tu być notowana na londyńskiej giełdzie firma San Leon Energy, która wraz z nowo powstałą firmą Palomar Natural Resources już w przyszłym roku ma rozpocząć eksploatację odkrytego złoża konwencjonalnego (złoże Rawicz). Trzeba przy tym pamiętać, iż o istnieniu tego typu firm decydują wielcy inwestorzy finansowi oraz fundusze inwestycyjne i ich wiara w zyskowny zwrot kapitału. Analizując wykres cen akcji firmy San Leon, wyraźnie widać, iż ta wiara była, lecz jedynie na samym początku, gdyż od 2011 notowania spadły prawie 40-krotnie.

Jakkolwiek nastroje inwestorów są zmienne, więc sukces choćby w postaci jednego komercyjnego odwiertu, mógłby spowodować odwrócenie tendencji. Ma to decydujące znaczenie dla przyszłości polskiego sektora łupkowego, gdyż ani PGNiG, ani Orlen nie dysponują wystarczającym kapitałem, potrzebnym do tego typu przedsięwzięć.

Drill, baby, drill!

Zastanawiając się nad przyszłością polskiego sektora łupkowego, uwidacznia się problem gnębiący wiele działów krajowej gospodarki – brak kapitału. Amerykańska „łupkowa rewolucja” rozpoczęła się dzięki wytrwałości stosunkowo niewielkich firm naftowych, którym udawało się przekonać inwestorów finansowych, by dawali im kolejne szanse po pozornie nie kończących się porażkach. Nie można zapomnieć, że wielu przetrwało i spadki cen ropy, osiągających poziomy, o połowę niższe od obecnych.

W naszym kraju zdać się jednak musimy na londyńskie fundusze i tamtejszych bogaczy. Czy ta garstka, która jeszcze została będzie w stanie tego dokonać? Do tego niezbędny jest sukces – wówczas wrócą i ci, którym tak spieszno było Polskę opuszczać. Nie pozostaje więc nic innego tylko wiercić.

Komentarz: Wojciech Labuda

Wydział Wiertnictwa, Nafty i Gazu AGH w Krakowie, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoła Głowna Handlowa w Warszawie

Źródło: biznesalert.pl