Spór o szczelinowanie trwa w najlepsze

Najnowsze analizy dotyczące szczelinowania hydraulicznego i jakości wody pitnej sugerują, że szczelinowanie nie ma znaczącego wpływu na zanieczyszczenie wody metanem. Ich wyniki są sprzeczne z wnioskami, jakie wyciągnięto podczas badań z roku 2011 i 2013. Wówczas zbadano wodę z, odpowiednio, 60 i 141 domów. Stwierdzono, że im bliżej odwiertów wykorzystywanych podczas szczelinowania, tym większa ilość metanu w wodzie.

Artykuł pochodzi z serwisu kopalniawiedzy.pl

Najnowsze badania również przeprowadzono w Pennsylvanii, gdzie zbadano 11 309 punktów poboru wody. Stwierdzono, że poziom metanu w wodzie pitnej nie ma związku z lokalizacją odwiertów. "Moim zdaniem ponad 10 000 punktów z danymi daje nam lepszy obraz niż wcześniej" - mówi hydrogeolog Donald Siegel z nowojorskiego Syracuse University, który stał na czele grypy badawczej. Jej prace finansowała firma Chesapeake Energy Corp., właściciel wielu odwiertów, z których wydobywa się ropę i gaz. Firma dała uczonym dostęp do swojej bazy danych, a jest to największa na świecie tego typu kolekcja danych.

W Pennsylvanii gaz łupkowy wydobywa się przede wszystkim z formacji Marcellus. To rozciągająca się na niemal 1000 kilometrów formacja o grubości do 270 metrów pochodząca ze środkowego dewonu. Jest ona jedną z pierwszych formacji, z których wydobywano gaz metodą szczelinowania. Dlatego też specjaliści badający kwestie związane ze szczelinowaniem hydraulicznym często przyglądają się właśnie temu, co dzieje się w okolicach formacji Marcellus.

Szczelinowanie budzi liczne kontrowersje, a jedną z najgłośniejszych kwestii jest obecność metanu w wodzie pitnej. Co prawda rozpuszczony w wodzie gaz nie jest toksyczny i w wielu krajach, w tym w USA, nie istnieją sztywno określone normy określające maksymalne dopuszczalne stężenie. Jest to jednak marne pocieszenie dla mieszkańców, gdyż zbyt duże stężenie metanu grozi eksplozją.

Autorzy obecnych badań uważają, że obecność metanu w wodzie nie ma związku z wydobyciem gazu łupkowego. Analizując udostępnione im dane nie znaleźli związku pomiędzy stężeniem metanu, a odległością od żadnego z 661 odwiertów. Naukowcy nie zaprzeczają, że lokalnie mogą występować problemy związane z nieprawidłowo wykonanymi pracami przy uszczelnianiu odwiertów, jednak nie jest to problem systemowy. Siegel uważa, że wcześniejsze badania były obarczone błędem polegającym na zbadaniu zbyt małej liczby ujęć wody i skupieniu się na tych miejscach, o których wiadomo, że występują w nich problemy.

Robert Jackson, autor wcześniejszych badań, o których mówi Siegel, nie składa jednak broni. Jego zdaniem wybranie przez Siegela większej próby niekoniecznie pokazuje dokładniejszy obraz. Z dostępnych informacji nie wynika bowiem jednoznacznie, w którym miejscu były pobierane próbki wody. Czy badano wodę w miejscu ujęcia, wodę w domach (z której część metanu mogła się ulotnić) czy też wodę po przejściu przez filtry oczyszczające. Zwraca też uwagę, że próbki pobierano techniką „odwróconej butelki”. Wiele laboratoriów jej nie stosuje, gdyż wiadomo, że przy wysokich stężeniach metanu daje zafałszowane, zaniżone wyniki. Oni wykorzystali całą serię metod, które wprowadziły dużo zakłóceń do wyników - mówi Jackson. Uczony przypomina też, że w 2011 roku prosił Chesapeake Energy Corp. o dostęp do jej bazy danych i mu odmówiono.

Naukowcy stojący po obu stronach barykady zgadzają się co do tego, że samo szczelinowanie prawdopodobnie nie prowadzi do migracji gazów. Problemem mogą być źle zabezpieczone odwierty. Kością niezgody jest określenie odsetka takich odwiertów. Siegel powołuje się na dane z 2014 roku, z których wynika, że w przypadku zaledwie 0,24% z tysięcy odwiertów w północno-wschodniej Pennsylvanii władze wystosowały do ich właścicieli pisma ostrzegające, że metan z odwiertów przedostaje się do wód gruntowych. Z kolei Anthony Ingraffea z Cornell University mówi, że oficjalne pisma to jedynie czubek góry lodowej. Z przeprowadzonych przezeń badań wynika bowiem, że aż w 9% odwiertów, jakie powstały od 2009 roku, istnieją nieszczelności. "Z czasem sytuacja będzie się pogarszała, gdyż w starzejących się odwiertach będzie występowało coraz więcej pęknięć. To dopiero początek" - mówi Ingraffea.

Terry Engelder, geolog z Pennsylvania State university, jeden z pierwszych specjalistów, którzy zwrócili uwagę na potencjał ekonomiczny formacji Marcellus, mówi, że wiercenia i spory wokół nich mają co najmniej jedną niepodważalną wartość. O chemii wód gruntowych w północno-wschodniej Pennsylvanii wiadomo więcej, niż o jakichkolwiek wodach na świecie. Prowadzone są tam bardzo intensywne badania, nie tylko pod kątem występowania metanu. Mają one olbrzymią wartość.

1.04.2015 r.

Autor: Mariusz Błoński

Artykuł został opublikowany w serwisie kopalniawiedzy.pl

Źródło: kopalniawiedzy.pl/Science

Wróć do poprzedniej strony